Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #malowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #malowanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 sierpnia 2018

Metamorfoza półki do pokoju dziecięcego.

Zastanawiam się od czego zacząć, mówią, że najlepiej od początku, więc tak też zrobię.
Półkę wypatrzyłam na olx - kupiłam poczekałam na przesyłkę, rozpakowałam i stwierdziłam, że będę miała trochę szlifowania... po czym odstawiłam ją na bok.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Metamorfoza przedpokoju.

Nie wiem czy jestem w stanie wyrazić słowami, jak wielką radość i przyjemność sprawiła mi metamorfoza przedpokoju. Jeśli Wam powiem, że za każdym razem jak wchodziłam do mieszkania i widziałam ten hol, miałam ochotę wyjść... a teraz jestem w stanie usiąść tam na ławce i czytać książkę - to może choć trochę oddam to co aktualnie czuję.

czwartek, 17 maja 2018

Warsztaty w Pracowni Czar Vintage.

13 maja miałam przyjemność wziąć udział w warsztatach malowania krzeseł. Całe przedsięwzięcie przygotowała Daria z Pracowni Czar Vintage w Mrągowie. Przesympatyczna dziewczyna, która wkłada całe swoje serce w pracownie i przygotowywanie mebli oraz dodatków dla swoich klientów. Dodatkowo prowadzi warsztaty dla dorosłych i dzieci. Jeśli będziecie mieli możliwość koniecznie tam zajrzyjcie - naprawdę warto. Cuda i cudeńka!
Zdjęcie użytkownika CZAR VINTAGE.

niedziela, 14 stycznia 2018

Metamorfoza szafy.

Nie do końca jestem z siebie zadowolona, ponieważ nie udało mi się zrealizować trzech z siedmiu postanowień, które wymyśliłam sobie rok temu TU. Nie pomalowałam komódki z PRLu - najpierw nie bardzo wiedziałam gdzie mogę zabawić się opalarką by pozbyć się starego lakieru, potem okazało się, że mogę to zrobić mniej drastycznie, ale nie byłam pewna koloru na jaki chcę ją przemalować, i tak zawsze coś ;) Mam nadzieję, że w tym roku się za nią zabiorę na poważnie, a rezultatem na pewno się z Wami podzielę.

wtorek, 3 października 2017

Metamorfoza lodówki.

Od kilku dobrych miesięcy myślałam o tym, żeby pomalować lodówkę, ale nie mogłam do mojego pomysłu przekonać Męża. Pewnego dnia, przypadkiem, podczas zakupów nareszcie się udało, ba nawet nie musiałam się specjalnie wysilać ;)

poniedziałek, 25 września 2017

Metamorfoza szyfoniery.

Jestem sentymentalna, przywiązuję się do ludzi, miejsc i rzeczy - zazwyczaj zajmuje mi to chwilę czasu, niekiedy nawet dłuższą. Jeśli jednak nie ma chemii to daje spokój, nic na siłę ;)
Mebel, do którego mam spory sentyment dostałam od rodziców, znają go prawie wszyscy moi starzy znajomi, choć mogą nie zdawać sobie z tego sprawy, ale jeśli choć raz gościli na mojej domówce, to na pewno go widzieli, bo stał w kuchni, a jak wiadomo, tam się kończą najlepsze imprezy ;)

czwartek, 24 sierpnia 2017

Metamorfoza szuflady.

Chyba nigdy nie miałam specjalnego polotu do pisania. Co prawda nie przychodzi mi to z ogromnym trudem, ale z łatwością też nie. Zdarza mi się, że mam już przygotowane zdjęcia i czekam na 'natchnienie', które nie przychodzi albo omija mnie szerokim łukiem. Zapewne mogłabym tak czekać w nieskończoność, ale chęć pochwalenia się czymś co ostatnio zmalowałam jest silniejsza ode mnie i braku natchnienia, że jednak postaram się coś skrobnąć, a potem zaatakuję Was zdjęciami ;)

piątek, 12 maja 2017

Aranżacja balkonu - część pierwsza.

Balkon... 
Jedno z ulubionych pomieszczeń należących do mojego domu. Lubię na nim siedzieć i cieszyć się chwilą, lubię kiedy słońce świeci mi prosto w twarz, a promienie tańczą na policzkach ;)
Istny raj na ziemi... dlatego robię wszystko, by co sezon wyglądał jeszcze lepiej i spełniał wiele funkcji. Pisałam o tym w zeszłym roku TU, a potem jeszcze odrobinę go podkręciłam i zajęłam drugie miejsce w konkursie na Najpiękniej zaaranżowany balkon, zorganizowany przez magazyn Moje Mieszkanie TU - tak wiem jestem małą chwalipięta ;)

czwartek, 9 lutego 2017

Wiosna w środku zimy.

W dniu robienia zdjęć za oknem było słonecznie i przyjemnie... a moje DIY pasowało do otoczenia, dziś dla odmiany jest biało, a z nieba co rusz sypie śnieg, więc moja ozdoba wygląda zabawnie, ale nie przeszkadza mi to ;) Zima, zimą i zapewne jeszcze chwilę będzie trwać Za oknem może sypać, jednak w domu powoli wprowadzam wiosenne akcenty - potrzebna mi ta świeżość. 

piątek, 13 stycznia 2017

Metamorfoza mini komódki.

Dawno nic nie malowałam, aż mi farba dziwnie zastygła, ale udało mi się wydobyć z puszki jakieś resztki i dzięki temu odnowiłam komódkę, którą kupiłam jeszcze w grudniu w KIK'u, na wyprzedaży. Pewnie też tak czasem macie, że wchodzicie do sklepu, a jakaś rzecz krzyczy do Was: "kup mnie, kup mnie, zobacz jaka jestem tania, tylko 12,99"... tak też było i tym razem, spojrzałam stwierdziłam, że wystarczy chwila, żeby doprowadzić tą mini komódkę do porządku i wzięłam. Dodatkowym szczęściem okazało się znalezienie uroczych uchwytów - jeśli mnie pamięć nie myli 4-5 zł za sztukę, więc tylko brać ;)

poniedziałek, 26 września 2016

Stół do jadalni.

Nareszcie mam porządny stół w kąciku jadalnianym, a dodatkowo taki jaki chciałam. Wymarzyłam sobie stary drewniany stół, taki mały i zgrabny na cztery osoby, ale po rozłożeniu całkiem spory. Będąc u Babci zrobiłam kilka zdjęć jej stołu, by mieć ewentualny wzór dla stolarza, a potem pomyślałam, że przecież mogę takiego poszukać na olx'ie, co też zrobiłam. Znalazłam stół w całkiem przystępnej cenie 400zł - jednak ciągle było mi nie po drodze, aby go kupić. Po roku czasu, miała już odpowiednie auto, w które mogłam zapakować mebel, więc ponownie przeszukałam zasoby internetowe i znalazłam mój stół, który wypatrzyłam rok wcześniej - ale uwaga! Za jedyne 159zł - nic tylko brać. Chwilę mi to jednak zajęło, bo ciągle coś... 

piątek, 23 września 2016

Drewniane domki.

Nie ma co ukrywać drewniane domki to taki 'must have' dekoracji wnętrzarskich. Z nutką zazdrości oglądałam je w czasopismach i na blogach wnętrzarskich. Aż tu nagle, pewnego dnia, w stosie szwagrowych desek ujrzałam ją... całkiem ciekawą dechę, z której oczami wycinałam domki. 

poniedziałek, 12 września 2016

Sadzonki zamiast kwiatów - z czym na ślub.

Kolejny projekt ślubny za mną - tym razem jednak nie dekoracje, czy szkatułka na obrączki, a coś zamiast kwiatów. Od kilka lat idąc na ślub, na zaproszeniu można doczytać, że młodzi zamiast kwiatów proszą o różne inne rzeczy: wino, książki, płyty z muzyką, zabawki do domu dziecka, pokarm dla zwierząt do schroniska, kupony lotto, itp. itd. Tym razem na zaproszeniu narzeczeni poprosili o sadzonki, w pierwszej chwili nieco zwątpiłam, ale szybko wykonałam telefon gdzie trzeba i upewniłam się, że nie będę jak wariat latała z 'krzakami' pod kościołem ;) 



czwartek, 1 września 2016

Metamorfoza roweru

Ostatnio usłyszałam w sklepie, że sezon rowerowy właśnie się kończy - jednak ta informacja nie przeszkodziła w metamorfozie czterech kółek syna.

Starą brykę Wiki dostał w prezencie, jak widać na załączonym obrazku rower nie prezentował się najlepiej - jednak młody nie chciał już jeździć na swojej biegówce, tylko na tym sprzędzie z pedałami. 
Postanowiliśmy nieco zmienić jego wygląd... Miało być tanio, szybko i z efektem WOW, a wyszło jak zwykle ;)
Plan był taki: rozkręcić rower, pomalować sprejem, kółka pomocnicze wymienić na nowe. Po rozkręceniu okazało się, że jedna dętka jest do wymiany, a drugie koło scentrowane. Zależało mi by doprowadzić pojazd do takiego stanu, by jeździło się na nim bezpiecznie, więc kupiliśmy potrzebne rzeczy: koła pomocnicze, koła z dętkami i oponami. 
Rower malowaliśmy na balkonie, wszystko dookoła przykryliśmy starą poszewką poszewką na kołdrę. 

Następne schody zaczęły się przy skręcaniu... okazało się, że oś w przednim kole jest szersza niż stara i nie wejdzie (więc byliśmy zmuszeni wykorzystać stare koło). Kolejnym problemem była za mała zębatka, więc trzeba było skrócić łańcuch. 







Zostało mi jeszcze wykonać pokrowiec na siodełko, ale mam problem ze znalezieniem odpowiedniej tkaniny, dlatego Młody chwilowo będzie korzystał z roweru, w wersji saute ;)

W wersji przed i po, rower prezentuje się następująco:

Jeśli się zastanawiacie, czy Wiktor jest zadowolony - myślę, że poniższe zdjęcie mówi wszystko.


Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam na mój profil na FB


piątek, 26 sierpnia 2016

Szkatułka na obrączki.

Jakiś czas temu miałam przyjemność rozpocząć przygotowanie pudełka na obrączki, a dziś ten projekt udało mi się skończyć. Dlatego tak długo? Przyszła Panna Młoda postawiła przede mną wyzwanie - nieśmiało napomknęła, że ciekawe byłoby gdybym w środku pudełka wykonała napis... ale jak nie dam rady to nic nie szkodzi. Nie byłabym sobą gdyby nie spróbowała. I tak metoda prób i błędów zdecydowałam się wykonać transfer, ale zanim zrobiłam go w skrzyneczce na obrączki, 'zatransferowałam' metrową deskę ;) 
Z mojego doświadczenia wyszło, że najlepszym sposobem jest położenie cienkiej warstwy kleju (u mnie magiczny - tą opcje podpatrzyłam u Sary z Kącik Pełen Pomysłów). Odczekałam dobę, a po tym czasie zabrałam się za ścieranie kartki. - robiłam to bardzo delikatnie, z sercem w gardle... opuszek palca maczałam w wodzie i powoli, okrężnymi ruchami ścierałam papier. 
Gdybym robiła pudełeczko dla siebie, zapewne bym się tak nie stresowała... a tu myśl w głowie, że to dla kogoś, że to na jeden z najważniejszy dni w ich życiu - no i chciałam, żeby wyszło pięknie.
Mam nadzieję, że przyszłym Państwu Młodym pudełko się spodoba!

Pudełko pomalowałam najpierw białą farba do drewna, a następnie, zrobiłam 'przecierki' czarną farbą do szablonów - tak samo jak pudełka TU.
Wkład do środka wykonałam na tej samej zasadzie jak TU.








Na koniec dodam, że na FB, można znaleźć mnie TU.

Pozdrawiam serdecznie i słonecznego weekendu!!! 



piątek, 19 sierpnia 2016

Metamorfoza skrzyni.

Nie ma co ukrywać, żółta farba jest na fali. Chociaż nie ukrywam, że jednocześnie cieszy mnie fakt, iż mieszanka, którą zrobiłam kończy się. Dzięki temu w pokoju dzieciaków żółte będą tylko elementy, a nie całość!
Zmalowałam skrzynkę, a może nawet skrzynię. 
Owe pudło dostałam 9 lat temu na urodziny. Przez długie lata stała w moim pokoju, a potem u dzieci - zawsze schowana gdzieś w kącie - dlaczego? W zasadzie, ona nigdy mi się nie podobała i tylko czekałam kiedy coś z nią zrobię. To znaczy, sama skrzynia ok, przecież sama taką chciałam, ale ta kratka i te misiaczki?!



Myślałam, myślałam i wymyśliłam... drewniane elementy pomaluję na żółto. Super. Tylko jak zakryć te paskudne misiaczki? Przejrzałam moje zasoby tkaninowe i znalazłam całkiem spory kawałek szaro - żółtego materiału. Wymierzyłam, wycięłam, przeszyłam i przykleiłam.



Tkaninę kupiłam TU

Tkaninę przykleiłam specjalnym klejem, a gdy ten się skończył skorzystałam z kleju Magik, który kupiłam jakiś czas temu do innego projektu. Oba kleje się sprawdziły - także chyba nie ma co przepłacać na specjalistyczny środek, skoro taki za 2 zł daje radę! :)

Tak powstała nowa skrzynia na zabawki, która już nie będzie stała w kącie zasłonięta innymi rzeczami.









Przy okazji szukania nowego miejsca na skrzynię, zrobiłam małe przemeblowanie u dzieciaków.

O odpicowaniu regału trofast pisałam TU

Mam nadzieję, że słońce tak samo pięknie świeci u Was jak i umie - oby tak cały weekend. Miłego! 

środa, 17 sierpnia 2016

Metamorfoza regału Trofast.

Kupując meble do pokoju dzieci kierowałam się tym, żeby były trwałe, praktyczne i podatne na zmiany - dlatego pierwsze i ostatnie co mi wpadło w ręce był katalog Ikea. Tam zaznaczyłam wszystko czego potrzebuję, złożyłam zamówienie u miłego pana i czekałam na dostarczenie mebli, a potem na natchnienie męża by je skręcił ;)
Tak do naszego domu, trafił regał z serii Trofast do przechowywania zabawek. Cały biały, włącznie z szufladami - ostatnio w Ikei zauważyłam żółte szuflady z tej serii i tak się zastanawiałam jak to możliwe, że ja ich wcześniej nie widziałam? Trudno - pomyślałam - nie kupię ich, bo co zrobię ze starymi? Z resztą mają trochę ponad rok, więc nie są aż takie stare... 
Pomysł na metamorfozę przyszedł gdy poszłam do sklepu budowlanego i w oczy rzucił mi się żółty barwnik, bez wahania sięgnęłam po niego i wrzuciłam do koszyka. 
Następnie, już w domu, rozejrzałam się po dziecięcym pokoju i zastanawiałam się, co by to przemalować... miałam chęć zmienić wszystko, albo chociaż jeden z wybranych mebli pomalować w całości, ale w końcu zrezygnowałam i stwierdziłam, że zrobię regałowi malutką metamorfozę. 


Elementy, których nie chciałam pobrudzić farbą, zabezpieczyłam taśma malarską, następnie wałkiem nałożyłam jedną warstwę farby, a po wyschnięciu kolejną, na wybranych plastikowych szufladach przy pomocy szablonu zrobiłam gwiazdki. 




A tak regał wyglądał przed:

piątek, 15 lipca 2016

Taboret w skarpetach.

Tak jak pisałam na FB, gałek jak nie było tak nie ma, ale kilka życzliwych osóbek jest mi je w stanie załatwić, więc jeśli nie ogarnę tematu sama, po weekendzie będę czekać na listonosza i może wtedy ukończę mój projekt niespodziankę ;)  Tak tu dawkuję napięcie, jakby to miało być coś cudownego - mam nadzieję, że nikogo nie rozczaruję - ta rzecz ma dla mnie wartość sentymentalną, dlatego tak się nakręciłam ;)
Za oknem deszcz, w domu dwójka rozbrykanych dzieciaków, a ja żeby nie oszaleć, co jakiś czas włączałam im bajkę, a sama leciałam na balkon szlifować, malować, szlifować i malować. Postanowiłam, że wykorzystam białą farbę - skoro już jest w domu. Dokupiłam tylko lakierobejcę w ciemniejszym kolorze - orzech i zakasałam rękawy do pracy. 
Zabrałam się za taboret, który kupiliśmy razem z mieszkaniem (mam takie dwa). Kiedyś chciałam pomalować je po prostu na biało, ale stwierdziłam, że to zbyt nudne i czekałam na wenę... która w końcu nadeszła, a wraz z nią, w moim domu pojawił się odnowiony stołek w skarpetkach ;) Drugi czeka na swoją kolej.


Metamorfoza stołka - od czego zacząć? 
Najpierw umyj stołek (u mnie płyn do mycia naczyń), następnie szlifowanie - niestety ręczne (papier 100, potem 150), oczyszczanie z pyłu. Pierwsza warstwa lakierobejcy (według instrukcji na opakowaniu).

Po szlifowaniu górę stołka potraktowałam jeszcze szczotką druciakiem, tak by dodać mu charakteru. Na zdjęciu poniżej moje delikatne wyżłobienia po pierwszej warstwie lakierobejcy.

Po 24h delikatne szlifowanie (u mnie specjalna gąbeczka, którą pokaże Wam na zdjęciach poniżej) oczyszczanie i druga warstwa. 
Po 24h znowu moja magiczna gąbeczka (chciałam żeby stołek był matowy - tak wiem mogłam użyć samej bejcy, albo czegoś innego). wymierzyłam na każdej z nóg odpowiednią wysokość i owinęłam papierową taśmą - tak by dobrze przylegała. Końcówki nóg pomalowałam białą farbą (dwie warstwy, wałkiem). Na opakowaniu zalecany czas schnięcia to 24h - ja nie mogłam tyle czekać, więc po kilku godzinach upewniłam się, że nogi wyschły i nałożyłam drugą warstwę.

Tak taboret/stołek ma się w całej okazałości.
W wersji nocnej...


I dziennej...










I kilka przed i po...




Wybaczcie za jakość zdjęć, ale dziś brak słońca za oknem i ciężko działać bez lampy...