Tak, wiem 'chwilę' mnie tu nie było ;)
Spokojnie, wszystko pod kontrolą, po prostu moje ostatnie projekty, wymagają pomocy osób trzecich, ładnej pogody albo silnej motywacji, dlatego wszystko przeciąga się w czasie. Jednak pomyślałam, że dam Wam znać, że żyję i mam się dobrze - nadal dopieszczam mój balkon i mam nadzieję, że niebawem będzie zrobiony na tip-top ;)
W międzyczasie uszyłam kilka rzeczy i bawiłam się w tapicera, bo zaopatrzyłam się w nową zabawkę - taker.
Na pierwszy ogień poszedł taboret - podnóżek.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #taboret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #taboret. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 lipca 2017
piątek, 15 lipca 2016
Taboret w skarpetach.
Tak jak pisałam na FB, gałek jak nie było tak nie ma, ale kilka życzliwych osóbek jest mi je w stanie załatwić, więc jeśli nie ogarnę tematu sama, po weekendzie będę czekać na listonosza i może wtedy ukończę mój projekt niespodziankę ;) Tak tu dawkuję napięcie, jakby to miało być coś cudownego - mam nadzieję, że nikogo nie rozczaruję - ta rzecz ma dla mnie wartość sentymentalną, dlatego tak się nakręciłam ;)
Za oknem deszcz, w domu dwójka rozbrykanych dzieciaków, a ja żeby nie oszaleć, co jakiś czas włączałam im bajkę, a sama leciałam na balkon szlifować, malować, szlifować i malować. Postanowiłam, że wykorzystam białą farbę - skoro już jest w domu. Dokupiłam tylko lakierobejcę w ciemniejszym kolorze - orzech i zakasałam rękawy do pracy.
Zabrałam się za taboret, który kupiliśmy razem z mieszkaniem (mam takie dwa). Kiedyś chciałam pomalować je po prostu na biało, ale stwierdziłam, że to zbyt nudne i czekałam na wenę... która w końcu nadeszła, a wraz z nią, w moim domu pojawił się odnowiony stołek w skarpetkach ;) Drugi czeka na swoją kolej.
Metamorfoza stołka - od czego zacząć?
Najpierw umyj stołek (u mnie płyn do mycia naczyń), następnie szlifowanie - niestety ręczne (papier 100, potem 150), oczyszczanie z pyłu. Pierwsza warstwa lakierobejcy (według instrukcji na opakowaniu).
Po 24h delikatne szlifowanie (u mnie specjalna gąbeczka, którą pokaże Wam na zdjęciach poniżej) oczyszczanie i druga warstwa.
Po 24h znowu moja magiczna gąbeczka (chciałam żeby stołek był matowy - tak wiem mogłam użyć samej bejcy, albo czegoś innego). wymierzyłam na każdej z nóg odpowiednią wysokość i owinęłam papierową taśmą - tak by dobrze przylegała. Końcówki nóg pomalowałam białą farbą (dwie warstwy, wałkiem). Na opakowaniu zalecany czas schnięcia to 24h - ja nie mogłam tyle czekać, więc po kilku godzinach upewniłam się, że nogi wyschły i nałożyłam drugą warstwę.
Tak taboret/stołek ma się w całej okazałości.
W wersji nocnej...
Za oknem deszcz, w domu dwójka rozbrykanych dzieciaków, a ja żeby nie oszaleć, co jakiś czas włączałam im bajkę, a sama leciałam na balkon szlifować, malować, szlifować i malować. Postanowiłam, że wykorzystam białą farbę - skoro już jest w domu. Dokupiłam tylko lakierobejcę w ciemniejszym kolorze - orzech i zakasałam rękawy do pracy.
Zabrałam się za taboret, który kupiliśmy razem z mieszkaniem (mam takie dwa). Kiedyś chciałam pomalować je po prostu na biało, ale stwierdziłam, że to zbyt nudne i czekałam na wenę... która w końcu nadeszła, a wraz z nią, w moim domu pojawił się odnowiony stołek w skarpetkach ;) Drugi czeka na swoją kolej.
Metamorfoza stołka - od czego zacząć?
Najpierw umyj stołek (u mnie płyn do mycia naczyń), następnie szlifowanie - niestety ręczne (papier 100, potem 150), oczyszczanie z pyłu. Pierwsza warstwa lakierobejcy (według instrukcji na opakowaniu).
Po szlifowaniu górę stołka potraktowałam jeszcze szczotką druciakiem, tak by dodać mu charakteru. Na zdjęciu poniżej moje delikatne wyżłobienia po pierwszej warstwie lakierobejcy.
Po 24h delikatne szlifowanie (u mnie specjalna gąbeczka, którą pokaże Wam na zdjęciach poniżej) oczyszczanie i druga warstwa.
Po 24h znowu moja magiczna gąbeczka (chciałam żeby stołek był matowy - tak wiem mogłam użyć samej bejcy, albo czegoś innego). wymierzyłam na każdej z nóg odpowiednią wysokość i owinęłam papierową taśmą - tak by dobrze przylegała. Końcówki nóg pomalowałam białą farbą (dwie warstwy, wałkiem). Na opakowaniu zalecany czas schnięcia to 24h - ja nie mogłam tyle czekać, więc po kilku godzinach upewniłam się, że nogi wyschły i nałożyłam drugą warstwę.
Tak taboret/stołek ma się w całej okazałości.
W wersji nocnej...
I dziennej...
I kilka przed i po...
Wybaczcie za jakość zdjęć, ale dziś brak słońca za oknem i ciężko działać bez lampy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
